poniedziałek, 29 lipca 2013

Testujemy: Tekturowa kuchenka Trzymyszy. Plaża, budowanie i gotowanie.

W sobotni poranek zaplanowaliśmy wyjazd nad jezioro aby pożeglować, poleżeć i poodpoczywać. Taki dzień idealnie nadał się do przeprowadzenia testu tekturowej kuchenki od Trzymyszy. Lekkie, rześkie powietrze o temperaturze 30 stopni Celsjusza (w cieniu) i znikomy wiatr zwiastowały niełatwe warunki do wypoczynku, jednak postanowiliśmy się nie poddawać. Po wstępnym ulokowaniu się na niewielkiej śląskiej plaży, niedaleko Costa Del Chechło rozpoczęliśmy montaż tekturowego urządzenia.

Wszystkie elementy zapakowane są w duży tekturowy karton, którego jednak postanowiliśmy nie zabierać ze sobą ze względów praktycznych. Sama kuchenka składa się z 3 elementów konstrukcyjnych, 5 tekturowych pokręteł wraz ze śrubkami do montażu, arkusza naklejanych palników oraz 1-stronnicowej, czytelnej, instrukcji.

 
Z uwagi na niewielką liczbę elementów pominę szczegółowy opis montażu pozostawiając dokumentację fotograficzną. 




W opinii dwóch prawie inżynierów (w tym jednego prawie filozofa) montaż kuchenki to prawdziwa przyjemność. Poszczególne elementy są precyzyjnie wykrojone oraz dokładnie do siebie pasują, co nie jest bez znaczenia w tego typu konstrukcjach. Gotowa wygląda dokładnie tak:



W opinii małych użytkowników kuchenka jest naprawdę fajna i daje dużo radości z zabawy (szczególnie, jeśli na plażę bierzecie miseczki, garnuszki i czajniczki... tak jak my). Dodatkowym plusem jest zdziwienie pozostałych uczestników plaży pt. "Te, pacz! Kuchenkę przynieśli!". Polecamy gorąco na dni upalne i zimowe.

Patrz na kuchenkę w kolorach czerwonym, różowym i żółtym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz